Archiwa tagu: perfekcjonizm

Trochę o zaufaniu

   Teresa wiedziała, że nikt nie jest idealny. Nie przeszkadzało jej to jednak dążyć do perfekcji. Nie chciała zaniedbać niczego. Każdy aspekt swojego życia dopracowywała latami.   Była jedną z tych kobiet, które nie mają czasu na sen. Pamiętała o swoich dzieciach i mężu, szwagrze i teściach. Nawet najmniejszy detal jej stroju coś znaczył, dlatego ubierała się skrupulatnie jak brytyjska księżna. W jej świecie rzeczy nieważne nie istniały.

   Mówiła, że nauczyła się tego od matki. Teresa bardzo ją podziwiała. Biła od niej zawsze jakaś siła. Była stała i dobra jak ziemia pod stopami. Bez niej Teresa nigdy nie czuła się całkiem bezpiecznie.

   Wolała chować się w cieniu mamy, która martwiła się trochę, że mała wyrośnie na zahukaną i nieporadną życiowo. Powtarzała więc:

– Miej zawsze oczy dookoła głowy. Obserwuj wszystkich, nie zaniedbuj niczego. Nie daj się zjeść. Wtedy uda ci się zawsze jakoś przeżyć.

   Może Tereska miała problemy z wyrażaniem własnego zdania, ale słuchanie wychodziło jej świetnie. Wszystkie rady matki wryły jej się w pamięć i zostały tam, ważne jak dziesięć przykazań.

   Po tych trzydziestu latach- myślała- naprawdę widzę, że miała rację. Nigdy sobie nie odpuszczałam. Włożyłam wiele pracy w kształtowanie swojego życia, ale udało się. Może czasem czułam się pokrzywdzona, minęło mnie wiele imprez i przyjemności, ale mam teraz swoją małą stabilizację. Pracuję w renomowanej kancelarii, żyję z porządnym człowiekiem, mam wspaniałe dzieci. Jestem zadowolona z siebie i to dzięki niej.

   Pewnego czwartku o szóstej po południu w gabinecie Teresy zadzwonił telefon. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby to nie była jej prywatna komórka. Teresa z miejsca poczuła niepokój. To nie kontrahenci, więc kto może tu do niej dzwonić? Czy coś stało się dzieciom?

   Głos w słuchawce szybko rozwiał jej wątpliwości.

– Czy rozmawiam z panią Teresą Krawczyk?

– Tak.

   Czuła, że nie chodzi o nic dobrego.

– Z przykrością musimy panią poinformować, że pani matka miała dziś rano wypadek. Potrącił ją samochód. Sprawca od razu zadzwonił do naszego szpitala, ale było już za późno. Mogę tylko pani powiedzieć, że zgon nastąpił szybko i prawie bezboleśnie.

– Co?- wyjąkała nienaturalnie wysokim głosem- Ale jak to? To musi być pomyłka. Moja mama jest okazem zdrowia. Ma zawsze dobre wyniki badań. Coś się tam panu pomyliło w papierach.

– Rozumiem, że jest pani wstrząśnięta- głos starał się być miły- ale to był nieszczęśliwy wypadek. Sprawca cofał, nie zauważył jej. Jedynie potrącił ją, a ona upadła i uderzyła głową o krawężnik. Nic nie można było zrobić.

– Ale to nie…

– Miała pani numer napisany na kartce w portfelu. Z dopiskiem „Na wszelki wypadek”. Bardzo mi przykro, ale to była ona.

   Teresa milczała.

– Rozumiemy, że jest pani wstrząśnięta. Prosimy jednak o szybki kontakt. Szpital Grodzki w Lipnowie. Proszę dzwonić na podany numer.

   I rozłączył się.

   Teresa poczuła ostre kłucie w sercu. Kolejny nerwoból. Ostatnio pojawiały się coraz częściej.

   Przez chwilę Teresa próbowała trzymać się i nadal grać rolę opoki rodziny, ale nie dała rady. Jak to w ogóle możliwe? Zawsze unikała rzeczy, które mogły przynieść szkodę. Była dobrą osobą. Zasługiwała na swoje życie, naprawdę. Wiedziała, jakie jest cenne.

   Czemu umarła?

   Teresa poczuła, że robi jej się niedobrze, jakby ktoś pozmieniał prawa fizyki i usunął grawitację. Straciła swój punkt odniesienia. Jeszcze przed chwilą dobrzy ludzie mieli szansę na dobre życie, a teraz wszystko stało się bezsensowne i poplątane. Naprawdę, czemu życie ma być takie skomplikowane i niesprawiedliwe? Kto to wymyślił?

   Teresa nigdy nie myślała zbyt wiele o Bogu. Wystarczyły jej rady matki i dziesięć przykazań, dwa jasne i klarowne zbiory zasad. Lubiła chodzić do kościoła bo podobały jej się nabożna atmosfera i zapach kadzidła. Słuchając kazań, utwierdzała się tylko w przekonaniu, że zmierza w dobrą stronę. Nie uważała się za kłamliwego grzesznika, tylko czasem doznawała zdradliwego poczucia własnej wyższości, ale pośpiesznie je w sobie tłumiła.

   Czasem w kościele mówiono o rzeczach, których nie mogła zrozumieć. Bliższa jej była postawa Marty, dbającej o dom i rodzinę, niż refleksyjnej Marii. Szanowała sceptycyzm niewiernego Tomasza, bo zawsze wolała wiedzieć niż wierzyć.

   Kiedyś Bóg wydawał się jej sympatycznym ojcem rozdającym prezenty ludziom porządnym i dobrym, a teraz widziała tylko chaos. To nie miało żadnego sensu. Im dłużej o tym myślała, tym mniej wiedziała.

   Zegar wybił dwudziestą, a ona wciąż nie mogła się ruszyć. Kancelaria opustoszała, pracownicy jeden po drugim znikali w mroku ulicy. Pogasły światła na korytarzu i w końcu nawet woźny delikatnie zostawił Teresie klucze na szafce i wrócił do domu.

   Czuła straszną bezsilność. Zawsze była nastawiona na natychmiastowe rozwiązanie problemu, a teraz nie mogła już nic na to poradzić. Obsesyjnie wracała do tych samych myśli, ale rozwiązania wciąż nie było.

   W końcu się poddała i poszła do łazienki. Chciała doprowadzić się do porządku chociaż od zewnątrz. Umyła twarz, wyjęła podkład i drżącymi rękami nałożyła szminkę. Wcale nie pomogło, wciąż wyglądała jak mała beksa z czerwonymi poduszkami zamiast oczu i zasmarkanym nosem.

   Wróciła do pokoju i po raz kolejny spróbowała pomyśleć konstruktywnie. Musiała przyznać sama przed sobą, że nie daje rady. Wcale jej to nie pomogło, jak dotąd to ona zawsze miała być tą silną. Czuła podskórny lęk, że nie wypełnia swojego zadania, że mama nie byałaby z niej dumna, gdziekolwiek teraz jest.

   Przejrzała wiadomości i znalazła wiele nieodebranych połączeń od męża. Nawet dzieci wysłały jej kilka wiadomości, choć zazwyczaj były zbyt zajęte swoim nastoletnim życiem, żeby zauważyć jej nieobecność. Przeczytała kilka z nich i poczuła się odrobinkę, ociupinkę lepiej. Mimo śmierci mamy miała jeszcze jakiś punkt odniesienia. Wciąż ponosiła odpowiedzialność za swoją rodzinę i musi się pozbierać nie ze względu na swoje życie, ale właśnie na tą odpowiedzialność.

   Niestety, dzisiaj się jeszcze nie uda. Spojrzała na bałagan na biurku, zasmarkane akta i brudne kubki. Znowu czuła się bezsilna. Wiedziała, że już nigdy nie będzie idealnie, te zasady odeszły razem z nią. Ideał Teresy umarł i w tym momencie pozostała jej tylko pamięć oraz własny rozum.

   Przeprosiła w myślach mamę. Nie była taka, jakiej ona chciała. Znowu nie wyszło jej bycie doskonałą, ale niektórych rzeczy nie może przewidzieć ani zmienić. Pomyślała, że chciałaby, żeby jej matka miała lepsze życie i lepszą córkę. Zasługiwała na to.

   Teresa kolejny raz sięgnęła po akta z braku chusteczek. Do niczego się już nie nadawały- jutro musi poprosić o nowe kopie, co pewnie nie będzie łatwe- ale to nie był wielki problem. Sięgnęła po telefon, mając nadzieję, że brzmi lepiej niż wygląda:

– Kochanie, przepraszam, że tak długo nie odpowiadałam. Stało się coś strasznego. Ze mną chyba wszystko w porządku, ale nie dam rady wrócić sama. Czy możesz zabrać mnie stąd? Teraz?