Archiwa tagu: Japonia

Yukata

   Lato to czas nadrabiania zaległości. Kiedyś trzeba zajrzeć do piwnicy i zająć się starymi sprawami, bo potem, w czasie mrozu, nikt nie będzie miał na to siły.  
   To był mój cichy plan na lato. Miałam już całą listę rzeczy, którymi powinnam się zająć. Zdecydowałam się zacząć od razu.

– I słusznie- skomentowała Ida.

– Chodźmy razem na wieczorny festyn. Najlepiej rozpocząć od świętowania, dmuchańców i waty cukrowej.

   Spotkałyśmy się wieczorem. Przyszła w różowej yukacie, lekkiej japońskiej szatce na lato. Zmarszczyłam brwi, a ona tylko wzruszyła ramionami:

– No co, nie ma porządnego letniego festynu bez dziewczyny w yukacie, tak? Stara prawda. Ja ci tylko pomagam.

   Usiadłyśmy na ławce pod lipą. Dookoła nas biegały dzieciaki, szukające kolejnej karuzeli, i lekko podchmieleni tanim piwem dorośli. Było ciepło i duszno.

– To co chcesz robić najpierw?

   Uśmiechnęłam się.

– Możesz mi opowiedzieć o swojej operacji. Nigdy nie słyszałam całej historii, no wiesz, od początku do końca.

– Jeśli serio tego chcesz… Dobrze, zaczynam.

   Usadowiła się wygodnie. 

– Właściwie już ci o tym opowiadałam. Kiedy byłam mała, wykryto u mnie skoliozę. Niestety, skrzywienie się nie zatrzymało, raczej postępowało. Zaczęłam jeździć na rehabilitację, te sprawy. W pewnym momencie stwierdzono, że można mi zrobić operację.

– I co ty na to?

– Byłam zadowolona…

– No właśnie.

-… ale znałam już wtedy szpital. Miałam tam kolegów, naprawdę świetnych ludzi. Do tego wiesz, cieszyłam się, że będę potem lepiej wyglądać i w ogóle.

– Zgadzam się, to bardzo ważne. Lubię zresztą posłuchać o takim wykorzystaniu chirurgii plastycznej. Cały czas mówi się o botoksach i kwasie hialuronowym, pokazuje się kobiety o ustach jak po ataku szerszeni, a chirurgia może być naprawdę dobra i potrzebna.

– Wracamy do tematu, bo chciałaś, żebym opowiedziała wszystko do końca, a zaschło mi w gardle.

   Po krótkiej przerwie na soczek mówiłyśmy dalej.

– Znałam już w szpitalu wielu fajnych ludzi, tak więc nie bałam się zbytnio. Traktowałam to jak taki letni obóz. Było zresztą prawie tak samo, tylko badania wspominam niezbyt dobrze. Słuchaliśmy dużo muzyki. W końcu wyznaczono mi datę operacji. Naprawdę byłam raczej podekscytowana niż wystraszona. Wszystko przebiegło planowo.

– Bolało?

– Dostałam morfinę.

– Serio? Jakie to uczucie? Wiesz, raczej nie będę próbować, a dobrze wiedzieć.

– To jest tak- zamachałam rękami- że gdy skupiasz się na jakimś szczególe, to on zamazuje się i jakby ucieka? Trudno to wyjaśnić.

– Chyba rozumiem.

– Generalnie cały czas śpisz. Mnie budzili tylko na chwilę, żeby sprawdzić, czy mi niczego nie uszkodzili. Zapytali, czy mogę ruszać nogami i rękoma, a ja im tylko kiwnęłam i z powrotem zasnęłam. Ale bardzo chciałam już wyjść, wstawać. Kiedy pielęgniarka przychodziła, to ja próbowałam wszystko robić sama. W końcu po tygodniu wypuścili mnie na obiad.

– Nieźle.

– Wbrew pozorom goiłam się bardzo szybko i ładnie. Moja koleżanka miała komplikacje, to było trochę przykre, kiedy ja tak szybko byłam sprawna, a ona ciągle leżała w łóżku. Ale wszystko dobrze się skończyło. Tylko kiedy pada deszcz czuję, że mam w kręgosłupie kawałek metalu.

– Tak, mówiłaś. Chyba zresztą zaczyna padać. 

   Spojrzałyśmy na niebo. Było zasnute czarnymi chmurami. Ludzie na festynie jeden po drugim odchodzili, decydując się na dyskretną ewakuację. 

– Musimy się pośpieszyć- stwierdziła- Teraz ja mam do ciebie pytanie. Dlaczego akurat to chciałaś zrobić najpierw?

– Po pierwsze, lubię jak o tym mówisz, bo cieszysz się z operacji. To przynosi nadzieję. Mi szpital kojarzy się tylko z szarymi kolejkami i zapachem śmierci, bo tam jeździliśmy, kiedy babcia była chora. A dla ciebie to ważne i dobre miejsce. Bardzo mi się to podoba.

– Po drugie?

– Naprawdę chciałam znać tą historię od początku do końca, a nie z każdej strony naraz.

– Miło mi- wyszczerzyła zęby. Słychać już było delikatny szum. Deszcz zaatakował.

– To ja już lepiej pójdę. Do zobaczenia!

– Pa!

  Patrzyłam, jak odchodzi. Nie miała parasola. Tylko cienka yukata chroniła jej plecy przed deszczem.

Autostopem przez Japonię

Czy chcielibyście czasem po prostu spakować plecak, wyjść z domu i udać się w nieznane? Pewnie tak, no ale obowiązki, rachunki, dzieci… 

  

Jeżeli nie możecie aktualnie wyjechać w podróż swojego życia, książka Piotra Milewskiego da wam przyjemny przedsmak takiej wyprawy. Czytając „Dzienniki japońskie” czułam się tak, jakbym to właśnie ja zwiedzała Japonię stopem i nocowała na parkowych ławeczkach. Jednak nie zawsze było łatwo i przyjemnie. Milewski pokazuje, że taka podróż związana jest także z ryzykiem. Szczerze opisuje swoje problemy z głodem i brakiem pieniędzy. Czasem jest nawet nieco zbyt szczery…

Milewski rysuje się jako podróżnik-filozof, szukający bardziej wiedzy niż wrażeń. Intrygująca jest jego sytuacja w tomie drugim, kiedy wybiera między pozostaniem w klasztorze buddyjskim a powrotem do ukochanej. Podziwiam zresztą jej cierpliwość.

Japonia w książce wydaje się bardziej realistyczna niż w innych utworach tego typu. Można w niej dostrzec zwyczajnych ludzi ze zwyczajnymi problemami. Ciekawym dodatkiem są też poetyckie i filozoficzne przemyślenia autora, choć trudno je czasem traktować poważnie.

  

Ciekawy sposób parkowania, prawda?

Po przeczytaniu czuję się, jakbym to ja odkryła w podróży prawdziwą Japonię. Za to autorowi należą się brawa. A ja mam już w planach zwiedzanie Syberii z „Transsyberyjską”.